czwartek, 31 marca 2011

TESTownia - Maybelline the One by One Volum' Express Mascara

Jakiś czas temu, dzięki poleceniu pewnej Dobrej Duszy, dostałam do testów najmłodsze dziecko Maybelline, czyli tusz One by One.



W sumie to dotarły do mnie nawet dwie sztuki, ponieważ w pierwszej szczoteczka była w środku opakowania zagięta o 180', a po wyjściu na światło dzienne przyjęła kąt ok. 90', co widać na poniższym zdjęciu. Jak to się stało nie wiem i pierwszy raz takie cuda widzę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że to był odosobniony przypadek i nikomu nie zdarzy się kupić takiego połamańca, bo znając życie wymiana w sklepie nie poszłaby tak gładko, jak u mnie. Nie minął tydzień, a już miałam w domu kolejny, tym razem już prosty jak drut ;), egzemplarz.


Co prawda ten pierwszy troszkę się już sam z siebie wyprostował (aktualnie krzywizna szczoteczki wynosi może z 15'), ale i tak niektóre włókienka w wyniku zagięcia pozostały uszkodzone i nierówno się układają, więc pewnie nie pozostałoby to bez wpływu na efekt końcowy. Także tym bardziej brawa dla Maybelline za pozytywną i szybką reakcję.

Tyle tytułem wstępu, a teraz przejdźmy do rzeczy.


Tusz, jaki jest, każdy widzi ;) Opakowanie to standardowa baryłka, jak to na linię Volum' Express Maybelline przystało, tym razem w pięknym, i jakże modnym ostatnio, koralowym kolorze.
Szczoteczka, jak widać, w tej samej barwie - specjalnie dla Was ją wypucowałam, żeby lepiej ukazać i kolor, i ząbki, fachowo zwane włókienkami elastomerowymi. Producent zapewnia, że jest ich trzysta, ale prawdę mówiąc nie liczyłam. Grunt, że naprawdę wywiązują się ze swojej roli i świetnie rozczesują rzęsy. Co prawda nie jest to może efekt jak spod igły, ale osobiście za takim nie przepadam, więc pod tym względem jestem w zupełności usatysfakcjonowana.


Szczoteczka zwraca uwagę nie tylko kolorem, ale i nowatorskim kształtem połączonym z wcale nie tak małym rozmiarem. Przyznam, że po złych doświadczeniach z Volume Collagene L'Oreala trochę się jej obawiałam, ale już po pierwszym użyciu okazało się, że niepotrzebnie.
Maybelline One by One naprawdę jest wygodna w użyciu i mimo swej wielkości nie ciapie tuszem górnej powieki. Myślę, że sekret tkwi tu w dozowniku, który ściąga nadmiar tuszu ze szczoteczki. Co więcej malowanie nią dolnych rzęs to już w ogóle bajka - chyba w życiu nie szło mi to łatwiej i szybciej! Tu chyba zasługi należą się samemu kształtowi szczoteczki, a dokładniej jej wypukłościom.

źródło: www.maybelline.com
Co do samego efektu na rzęsach, to Maybelline obiecuje nam "wyjątkowo zmysłową objętość bez grudek".

Jak to się ma do rzeczywistości?

Rzęsy faktycznie zyskują na objętości, ale czy jest ona aż tak wyjątkowo zmysłowa, to bym się kłóciła. Ogólnie mam gęste, tyle że jasne rzęsy, więc wystarczy je dokładnie pokryć kolorem, nieco pogrubić i porządnie rozdzielić, żeby zmalować na oczach mały wachlarzyk ;) Ten tusz robi to może nie najgorzej, ale też nie najlepiej, a już na pewno daleko mu do efektu z reklamy...

Sama jego aplikacja nie przysparza problemów - szczoteczka gładko sunie po rzęsach, ładnie je rozdziela, delikatnie unosi i wydłuża. Niestety kłopoty zaczynają się przy drugiej warstwie - wtedy na światło dzienne lubią wychodzić mikro-włókienka, które przyczepiając się do końcówek rzęs tworzą niezbyt estetyczny efekt. Także w przypadku Maybelline One by One pośpiech jest jak najbardziej wskazany i najlepiej nakładać jedną warstwę za drugą. Z tym, że dwie to już wszystko, bo przy trzeciej trudno zapobiec grudkom.

Niestety z tego powodu jak dla mnie pogrubienie nie jest wystarczające. Lubię mocno podkreślone rzęsy, a ten tusz mi tego nie daje. W sumie to bardzo się nie czepiam, bo nikt tego specjalnie nie obiecuje, ale informuję. Zresztą może jeszcze z czasem tusz ciut zgęstniej i się pod tym względem wyrobi - w końcu to dopiero wstępne testy.

Za to na pewno na plus zaliczyć mogę kolor. Dostałam Glam Black i czerń jest naprawdę ładna i lśniąca.

Jeśli chodzi o trwałość - też jest nieźle. Dopiero pod wieczór można dostrzec pod oczami jakieś nieliczne okruszki. To niewątpliwa poprawa, przynajmniej w porównaniu do Colossala, który osypywał się praktycznie od razu. Co prawda nie polecam udawać się z One by One na fitness, bo intensywnego treningu nie przetrwa (okruszki są wtedy bardziej liczne niż nieliczne ;) ), ale w normalnej, codziennej eksploatacji jest ok.

Zresztą efekty końcowe możecie ocenić same. Przepraszam tylko za tą małą wyrwę w mojej linii rzęs, ale to akurat nie wina tuszu, tylko po prostu co jakiś czas tak mi się robi :/ Dopiero na zdjęciach to zauważyłam.


Poniżej jeszcze kilka dodatkowych ujęć tego samego oka z tej samej sesji ;) O dziwo, tu tego mojego małego przerzedzenia aż tak nie widać.


Ogólnie efekt jest ładny i jak dla mnie dobry na co dzień, do pracy, kiedy to praktycznie nie maluję powiek. Leniwiec ze mnie i wolę 5 minut dłużej pospać niż bawić się rano z cieniami, kredkami itp.

Na koniec dodam tylko, że tusz standardowo kosztuje 31-34zł, a w promocji można go upolować i za 25zł. Dostępny jest w trzech kolorach: czarnym, szarym i brązowym.
Więcej informacji na jego temat znajdziecie na stronie Maybelline.

Ocena: 3,5 / 5

14 komentarzy:

  1. Ładny efekt:) A jaki jest twój ulubiony tusz?
    Z tą szczoteczką niezły numer:P

    OdpowiedzUsuń
  2. II warstwy wyglądają przyzwoicie, ja również lubię pogrubione rzęsiska, muszą być widoczne. Od jakiegoś czasu odstawiłam tusze z grzebyczkami i plastikowymi/gumowymi szczoteczkami, wróciłam do tradycyjnych bo tamte mnie zawodziły, robiły bardzo naturalne rzęsy, praktycznie prócz koloru niczym nie różniące się od moich bez tuszu.

    p.s. fajnie że Maybelline takk szybko wymienił Ci egzemplarz, ciężko było by się taką szczotą malować :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie. Zdecydowanie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiam się nad kupnem tego tuszu, jestem zwolenniczką gumowych szczoteczek i wolę je od tych tradycyjnych.
    Fakt, wydaje się dawać dość naturalny efekt, na co dzień może być sympatyczny.

    Pozdrawiam, zapraszam:
    www.fashionablyyy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. anonyme - Na chwilę obecną mój nr 1 to Maestro Armaniego, świetny też był wycofany już Fatale Lancome'a. Z tańszych pasuje mi Volumissime Curved Brush, Telescopic Carbon Black i Lash Architect 3D. Jakoś tak się składa, że wszystkie są L'Oreala :D Telescopic jest w sumie b. podobny do Maestro, a Architecta daaaawno nie miałam, ale zużyłam ich kiedyś kilka. Teraz mam najnowszą wersję 4D, ale o niej może kiedy indziej.

    Idalia - A ja na odwrót. Po latach niełaski spojrzałam na silkony/plastiki przychylniejszym okiem i teraz mam na nie fazę.

    Sabbath - dziękuję :) Gdzieś mi mignęło, że aktualnie One by One jest w promocji w Naturze, więc możesz skorzystać z okazji, jeśli masz ją u siebie.

    Fashionablyyy - taki zupełnie naturalny to on nie jest, ale jeśli nie oczekujesz teatralnego efektu na co dzień, to powinnaś być zadowolona.
    A na bloga zaraz zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też myślę, że fajny efekt:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam naturę, skorzystam i zapewne będę Ci wdzięczna. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam sie,ze gdybym miala zadecydowac o zakupie na podstawie Twojej recenzji i zdjec to....zdecydowanie to zrobilabym:D chociaz jest spora roznica pomiedzy Naszymi rzesami,Twoje sa gestsze i o wiele bardziej widoczne.
    Moje odczucia wzgledem tej maskary sa zupelnie inne...niebawem zamieszcze recenzje.

    Swietnie prezentuja sie Twoje oczeta:)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyny, dzięki :*

    Sabbath - mam nadzieję, że tak będzie. Gorzej, jak będziesz mnie przeklinać...

    Hex - Ano nie ukrywałam, że mam gęste rzęsy, ale i tak nieudolny tusz potrafi zrobić z nich klapę. Tak było z MF Lash Extension Effect - miałam wrażenie, że po jego użyciu rzęs mam duuużo mniej niż w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  10. taguję Cię :D
    http://prosteczynnosci.blogspot.com/2011/04/sunshine-award-w-srodku-nocy.html

    OdpowiedzUsuń
  11. stri-linga - Dziękuję za wyróżnienie :* W wolnej chwili się tym zajmę, ale raczej nieprędko. W planach mam 2-3 inne notki, a we wtorek wylatuję do UK na tydzień i tam nie będę mieć czasu na pisanie. Niemniej jednak - będę pamietać :)

    anonyme - nie ma sprawy :) pzdr

    OdpowiedzUsuń
  12. witaj
    mam do Ciebie pytanie odnośnie tej maskary - czy Twoja maskara - ta pierwsza wersja - też jest bardzo lekka? w sensie opakowanie? ja dzisiaj ją zakupiłam, w sklepie jakoś nie zwracałam uwagi na to ile to to waży, ale w domu kiedy ją otworzyłam wydała mi się jakaś taka za lekka, takie wrażenie aż jakby była pusta w środku. czy Twoja też jest lekka?

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam ten tusz u Ciebie też wygląda świetnie :) obserwuję i zapraszam do mnie :D bardzo potrzebuję widzów :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty